Archiwum 27 grudnia 2005


gru 27 2005 Zmiany..
Komentarze: 1

Dzisiaj chciałabym sie podzielic z Toba moimi przemysleniami na temat zmian.. Tak je zdefiniowalam..:

Zmiany zachodzace w naszym codziennym życiu czesto pozostaja niezauwazalne.. po prostu cos sie zmienia,, A my.. godzimy sie na to.. czasem nieswiadomie.. A czasem po prostu ukradkiem wkradaja sie w nasza codziennosc.. Pozostaja zaakceptowane.. Od zawsze byly.. Ksztaltuja nasza rzeczywistosc.. Kształtują nas.. Oczywiscie wtedy gdy sie rozwijamy zmiany sa nieuchronne.. Bo gdy stoimy w miejscu i my sami nie staramy sie zmieniac.. nie zauwazymy ich.. A powinnismy.. Bo zmiany przeciez maja gdzies swoje zrodlo..Zrodlo przyczyn.. a wiec odpowidzi na pytanie :dlaczego? Przykladem zmiany.. bedzie pewna.. historia.. A wiec..

Kilka lat temu..

Jedno spojrzenie.. jeden gest.. jeden pocalunek.. A wszystko przybralo innych barw,, swiat stal sie przeze mnie postrzegany w calkiem odmienny sposob.. On .. Dzieki Niemu wszystko sie zmienilo.. Dzieki niemu.. Dzieki temu co mi dał.. A dał mi naprawde bardzo wiele.. Dał mi na przyklad optymizm.. Ten opymizm, dzieki ktoremu mozna przetrwac.. Dał mi zrozumienie, dzieki ktoremu pojelam jak wielu osobom go brak.. Dał siłe, potrzebna do wyrtwania w chwilach trudnych.. Nadał sens chwila beznadziejnym.. Nadał.. barwe moim oczomom.. ktorych koloru nie mozna okreslic.. Nadal odglos lzie splywajacej po policzku.. Wartosc mojej osoby posiadlam dopiero przy nim.. Przy nim pojelam jak wazne sa mysli.. I juz nie balam sie zastanawiac, szukac i odkrywac ich.. Poczulam sie piekna.. I wazna.. komus potrzebna.. Dzieki Niemu zrozumialam milczenie.. Ktore potrafi wyrazic wiecej niz tysiace wypowiedzianych slow.. Dostrzegłam spojrzenie i jego sile.. ktore rozpromienialo kazda chwille.. kazda sekunde.. Tyle mi podarował.. bezinteresownie.. Moze nawet nie zdawal sobie sprawy z tego ile i jak duzo mu zawdziedzam... I moze wlasnie dlatego zabral mi to wszystko w jednej chwili.. To bylo tak, jakgdyby zgasly nagle wszystkie gwiazdy i niebo gdzies zniknelo.. Pustka.. Dzieki niemu przezylam smutek.. prawdziwy, ostateczny smutek.. przez utracenie snesu.. sensu bycia.. Wtedy przestalam oddychac.. Bo On byl moim tlenem.. By życ i przetrwac.. Uratowaly mnie jedynie wspomnienia.. Żylam nimi.. Wstawalam i budzilam sie przy "Nim",, Umieralam i rodzilam sie przy "Nim".. zylam z "nim" wspomnieniami.. On.. byl taki niebanalny.. to doskonale okreslenie.. niebanalny.. I wlasnie taka zapragnelam przy nim byc.. I bylam.. I jestem wciaz.. nauczyl mnie innego toku myslenia.. jego poglady, prawdy, madrosci niektore cechy.. beda we mnie zyly juz zawsze.. Tego nie da sie zapomniec.. A ja.. zyje wspomnieniami.. wiec to we mnie pozostanie.. bedzie, mialo i ma wpyw na moje zycie.. na decyzje, poglady.. odbior sytuacji.. ocene czegokolwiek.. na bieg wydarzen.. Bo On.. wtargal do mego zycia tylko raz.. I ten jeden jedyny raz wystarczyl, by pozostał.. Nie wazne w jakiej postaci... Miał piwne oczy.. Ktorych spojrzenie wyrazalo zrozumienie.. jego oczy najbardziej odwierciedlaly jego mysli.. stan ducha.. .. Jego usta.. Sa dla mnie symbolem czulosci.. Calujac jego usta.. mialam wrazenie.. Jakby w jednym pocalunku.. oddal mi swoje cieplo.. przy kazdym kolejnym coraz wiecej.. Niegdy mu go nie zabraklo..... Dłonie.. Wyrazem wrazliwosci.. niezwyklej wrazliwosci.. Jego dotyk.. tak ostrozny.. delikatny.. ... Uszy..sluchaly z uwaga.. sluchaly wtedy gdy nikt nie mial na to ochoty.. sluchaly zawsze.. ... Słowa.. wrazaly madrosc.. madrasc emocjonalna jak i intelektualna.. Tłumaczyly watpliwosci.. ... Serce.. rytm jego bicia.. Wspolgral z moim.. I czulam ze bije tylko dla mnie.. Slyszalam to bicie.. Bylo tylko na moja wylacznosc.. Kiedys przestalam je czuc.. I tego pragnelam najbardziej.. By powrocilo...

Nie wiem w sumie dlaczego w pierwszej kolejnosci podalam akurat ten przyklad.. Jest bardzo osobisty.. wrecz intymny.. ale nie sposob mi go pominac.. gdy pragne wyrazic siebie.. Ta hostoria w Twoich myslach.. moze brzmiec.. obłednie.. Mozesz myslec że mam albo miałam bzika na punkcie "Niego".. Ale chyba to prawdziwe uczucie.. ta prawdziwa milosc.. Jest w pewnym stopniu obłedem.. moze inaczej ..to my mozemy stac sie obledni, gdy zaczniemy z niej korzystac:) Ale do czego zmierzalam.. Chodzilo mi o to.. aby pokazac zrodlo pewnej zmiany.. Mojej zmiany.. Gdyby nie tamte zdarzenia, sytuacje.. Mysle, ze nie bylalbym teraz taka jaka jestem.. W sumie mozna sie dalej doszukiwac przyczyn.. Dlaczego akurat wtedy.. i dlaczego akurat on.. Ale to jz zalezy od osoby.. :) O danej kolejnosci w hierarchii wartosci.. :)

...Myslisz, ze milosc sie zmienia czy to ludzie sie zmieniaja i inaczej z niej czerpią, inaczej korzystaja z Niej?..

cloudy : :